Nowy podział administracyjny Polski

Ostatni nasz wpis na temat nowego podziału administracyjnego Polski wywołał dyskusję na łamach naszego profilu na facebooku. Odezwały się głosy krytyczne dotyczące przebiegu podziału owych prowincji. Toteż spróbowaliśmy podjąć się zadania wytyczenia nowych granic województw i samych prowincji w duchu historycznych tradycji I RP.

Zmianie uległa znaczna część obecnych granic województw. I tak województwo lubuskie – zostało pozbawione o Zieloną Górę, Żary, Żagań i Nową Sól, które powróciły do województwa dolnośląskiego. Również z województwa lubuskiego wycięto Wschowę, która przyłączono do województwa poznańskiego.

Województwo wielkopolskie uległo znacznym podziałom. Część zachodnia z Poznaniem tworzyć będzie województwo poznańskie. Część wschodnia, biegnąca mniej więcej pasem od Gniezna do Krotoszyna tworzyć będzie województwo kaliskie ze stolicą w Kaliszu.

Likwidacji ulegnie województwo opolskie. Województwo dolnośląskie poszerzy się o Zieloną Górę, Krosno Odrzańskie, Świebodzin, Żary, Żagań. Tym samym przywrócona zostanie historyczna granica Dolnego Śląska na zachodzie. Na wschodzie z części ziem woj. opolskiego przyłączone zostaną Nysa, Namysłów, Brzeg i Kluczborg. Zmianie ulegnie też granica Górnego Śląska. Wchłonie ona resztę ziem byłego województwa opolskiego tj. Opole, Prudnik, Kędzierzyn Koźle. Na wschodzie zaś, utraci Zawiecie i Częstochowę na rzecz województwa krakowskiego.

Wspomniane województwo krakowskie, oprócz Częstochowy pozbawione zostanie Tarnowa i Pilzna na rzecz województwa sandomierskiego (d. świętokrzyskie).  Województwo przemyskie (d. podkarpackie) poszerzy się o pas graniczny z Tomaszowem Lubelskim, Zamościem i Chełmem, wydzielonych z województwa lubelskiego.

Województwo sandomierskie (d. świętokrzyskie), poza poszerzeniem się o Tarnów i Pilzno,na północy wchłonie Radom, który odpadnie od województwa mazowieckiego.

Bez zmian pozostanie województwo zachodniopomorskie, pomorskie, warmińsko-mazurskie, podlaskie i łódzkie.

Utworzone zostanie sześć prowincji: Mazowsze – z województwa mazowieckiego, Wielkopolska – z województw: lubuskiego, poznańskiego, kaliskiego, łódzkiego i kujawsko-pomorskiego, Pomorze – z województw: zachodnio-pomorskiego i pomorskiego, Warmia i Mazury – z warmińsko-mazurskiego, Śląsk – z województw: górno- i dolnośląskiego, Małopolska – z województw: krakowskiego, sandomierskiego, przemyskiego, lubelskiego i podlaskiego.

Proponowany podział prezentują oto dwie mapki:

https://imageshack.com/i/0ie2eip

https://imageshack.com/i/5n8re7p

Powrót do republiki

W świetle ostatnich wpisów – „Rozbiór Ukrainy” – chciałbym dziś omówić kwestię republikanizmu Polski. Polska szczyci się swoimi republikańskimi korzeniami. Wszak jesteśmy Rzeczą Pospolitą – Res Publica. To przywiązanie do idei republikańskich w okresie I RP, to przede wszystkim samorządność ziem wchodzących w skład Korony i udział uprawnionych osób ( w tym przypadku szlachty) w sejmikach. Każda ziemia była de facto samodzielną jednostką, której ludność wysyłała swojego przedstawiciela na sejmy walne.

W dzisiejszym kształcie Polska jest w moim odczuciu republiką tylko z nazwy. Republika to udział obywateli w życiu państwa. Dziś to tylko udział w głosowaniu i wybór posłów. Dalszy wpływ obywateli na tychże „przedstawicieli” jest żaden, o czym najdobitniej świadczą głosy o rozliczaniu w następnych wyborach. W okresie I RP, sejmiki wybierały swoich przedstawicieli na sejmy walne. Poseł dostawał instrukcję jak ma głosować, jaki jest interes konkretnego województwa, ziemi, i po powrocie z sejmu walnego był natychmiastowo ROZLICZANY ze swoich poczynań.

By powrócić do prawdziwego ustroju republikańskiego, charakterystycznego dla Polski, konieczna byłaby kompletna przebudowa administracyjna i systemowa państwa. Po pierwsze stworzyć trzeba byłoby 6 prowincji, odpowiadającym historycznym podziałom. Mianowicie: z województw zachodnio-pomorskiego, pomorskiego i kujawsko-pomorskiego – prowincję Pomorze, z województw mazursko-warmińskiego i podlaskiego – prowincję Warmię i Mazury, z województwa lubuskiego i wielkopolskiego – prowincję Wielkopolskę, z województw łódzkiego, mazowieckiego i lubelskiego – prowincję Mazowsze, z województw dolnośląskiego, opolskiego i śląskiego – prowincję Śląsk i z województw małopolskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego – prowincję Małopolskę. Struktura prowincji przywracałaby pierwotny przedrozbiorowy podział administracyjny i była wygodna dla dystrybucji środków unijnych. Na czele prowincji stałby przedstawiciel rządu w osobie Marszałka prowincji.

W granicach prowincji funkcjonowałyby normalnie województwa z obowiązkowym przywróceniem historycznych nazw – jak chociażby przywrócenie jedynie słusznej nazwy województwa krakowskiego, czy województwo przemyskie (z racji braku Lwowa w granicach RP), zamiast nazwy tak obcej jak województwo podkarpackie. Na czele województw staliby wojewodowie, wybierani w pięcioprzymiotnikowych wyborach, jako organy naczelne administracji państwowej. Najniższą jednostką byłyby powiaty, które przejęłyby zadania gmin. Od dawna w literaturze powraca problem funkcjonowania powiatów, jako średniej jednostki samorządu terytorialnego. W obecnym systemie prawnym, powiaty wykonują zadania o charakterze ponadgminnym i nie zastrzeżone dla gmin. Doprowadziło to tylko do problemów i konfliktów, wzajemnym przerzucaniem się obowiązkami. Powiat jako historyczny stopień podziału terytorialnego, przejęłyby zadania gmin, które przekształcić można by było opcjonalnie w jednostki pomocnicze powiatów. Na czele powiatów stałby oczywiście starosta.

Województwa charakteryzowałaby daleko idąca autonomia finansowa. Samorządy w większości dysponowałyby generowanym przez siebie zyskiem, odprowadzając do budżetu centralnego jedynie 20%. W 2011 r. dochody budżetu państwa wyniosły 277 mln, przy czym na dotacje celowe dla samorządu terytorialnego przeznaczono tylko 20 mln zł. 87,6 % tych dochodów, to dochody podatkowe odprowadzane do budżetu państwa. Doprowadza to do sytuacji, w której województwa, powiaty muszą jeździć i skamleć o pieniądze na budowy, drogi itp. Autonomia finansowa, kulturalna – w tym językowa, z własnymi sejmikami, pozwoliłaby faktycznie na samorządność województw.

Przebudowie uległ by także polski senat. Zasiadaliby w nim prezydenci miast oraz wojewodowie – 107 prezydentów + 16 wojewodów.

 

 

 

Rozbiór Ukrainy? – ciąg dalszy.

Dziś dalszy ciąg moich rozważań na temat propozycji Żyrinowskiego. Pozostawienie propozycji bez jakiegokolwiek odzewu uważam za dalece błędne. To nie podjęcie gry politycznej i z góry skazanie się na obserwatora wydarzeń. Dodatkowo pokazujemy, że nie stać nas na prowadzenie własnej polityki zagranicznej. 

Zareagować jakoś trzeba. Przyjąć propozycję? Absolutnie. Za niedopuszczalne uważam dywagowanie na temat granic jakiegokolwiek państwa z innym państwem, ponad głową tego pierwszego. Boleśnie nauczyliśmy się czym się kończą tego typu praktyki. To co powinniśmy zrobić to puścić balonik sondażowy do Ukraińców. W jaki sposób? Ano w taki. Czy ktoś pamięta kolportowane w okresie majdanu w internecie mapki „państwa galicyjskiego”? Dla przypomnienia była to mapeczka „państewka” obejmująca zachodnie obwody: lwowski, tarnopolski, stanisławowski! (tu ukłon dla twórców, że chcieli powrócić do pierwotnej, historycznej nazwy miasta Stanisławowa) oraz – tu jakże miło i w jakże braterskim duchu do Polaków – części ziem polskich – z Przemyślem i  Chełmem. Stolicą owego tworu qasi państwowego byłby naturalnie Lwów. 

Jeśli w ogóle można mówić o jakiejkolwiek dyskusji na temat tych ziem, to trzeba zaproponować te referenda samym Ukraińcom. Nie dogadywać się ponad ich głowami z Moskwą. Czy Ukraińcy byliby zainteresowani sfederowaniem swoich zachodnich obwodów z ziemiami wschodnimi polskimi – Przemyślem i Chełmem, w granicach owej „mapki galicyjskiej”, na zasadach autonomicznych, z ZASTRZEŻENIEM, że ewentualne opuszczenie federacji, doprowadzi do powrotu do statusu quo. 

Jakkolwiek może się to wydawać skandaliczne czy szokujące, takie postawienie sprawy daje dwie rzeczy. Nie odrzucamy tematu wschodnich ziem w czambuł, jak to zrobił wczoraj p. Nałęcz. Podejmujemy temat, ale nie przyjmujemy bezwarunkowo propozycji moskiewskiej, tylko wystosowujemy własną i to do Ukraińców, nie Moskwy. Pozwoli to jednocześnie faktycznie zobaczyć reakcje Ukraińców. Brak zainteresowania, pokazałby tylko dobitnie, co by się zdarzyło, gdybyśmy skorzystali z sugestii p. Żyrinowskiego. 

Drugą sprawą, którą zapewnie potępi rzesza ludzi to kwestia tej „autonomiczności” ziem. Osobiście jestem zwolennikiem autonomii każdego województwa, które przywróci prawdziwy republikański charakter Polski, jaki to miał faktycznie miejsce w okresie I RP. Obecnie jesteśmy republiką tylko z nazwy. Województwa są zmuszane do odprowadzania gigantycznych kwot do budżetu państwa – w 2011 r. była to kwota 23 mld zł. Jednocześnie te same województwa, które oddały wygenerowane przez siebie i swoich mieszkańców zyski, muszą następnie jeździć do Warszawy i skamleć o dofinansowania. Analogicznie w 2011 r. dla jednostek samorządu terytorialnego była to kwota 2 mld zł. Dane te pochodzą z informacji ministra finansów na interpelacje posła SLD p. Zaborowskiego. Jak dołożymy do tego słynne „janosikowe”, okazuje się, że bogate województwa znajdują się niejednokrotnie na granicy, albo pod kreską finansową. Wystarczy zobaczyć na problemy Warszawy czy Krakowa. O wiele lepiej byłoby dać wreszcie województwom i jednostkom samorządu terytorialnego prawdziwą wolność. Niech same gospodarują swoim mieniem i zyskami, a do budżetu centralnego odprowadzają jedynie część, procentowo dostosowaną do zysków. Odpadnie problem autonomii Śląska, odrębności Mazurów itd. Byłoby też miejsce na ziemie ruskie, autonomicznie związane z Polską. 

Rozbiór Ukrainy?

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie – odzyskanie Krymu przez Moskwę zaktywizowało marzenia pewnych grup w Polsce o odzyskaniu dawnych wschodnich ziem. Jak na zawołanie, spadło oświadczenie Żyrinowskiego w rosyjskiej Dumie Państwowej, by Polska, Rumunia i Węgry odebrały co ich. Dziś wpłynęło oficjalne pismo w tej sprawie do polskiego MSZ.

Po pierwsze, plusem i to gigantycznym jest sam fakt, że polskie media są zmuszone do dyskusji nad polskimi ziemiami wschodnimi. Dwadzieścia pięć lat „wolnej Polski” przyniósł tylko tuszowanie tematu, czego kulminacją była 70 rocznica ludobójstwa na Wołyniu i marginalne zainteresowanie tematem w mediach. Po drugie, jakkolwiek Moskwa teraz mami i rozgrywa Polskę jak niedoświadczonego młokosa, w jednym trzeba przyznać Żyrinowskiemu rację. Ukraina w tym kształcie jest tworem sztucznym, zbudowanym na nieswoich ziemiach, zbudowanym na tragediach narodowych i niewinnej krwi wielu ludzi. Ostatnie wydarzenia tylko pokazały jak głębokie podziały tkwią na Ukrainie. Ile to lat temu włoscy analitycy wieszczyli rozpad Ukrainy na trzy części ? Zachodnią która miałaby wrócić do Polski, Rumunii i Węgrzech, środkową – tzw. Ukrainę właściwą i wschodnią – rosyjską. Właśnie to się dzieje teraz.

Jednakże, jakkolwiek słuszne są twierdzenia Żyrinowskiego o polskości tych ziem, to „propozycja” ta, jest tylko i wyłącznie zachęceniem do przeprowadzenia referendów w zachodnich obwodach Ukrainy. Referendum, które Polska przegrałaby z kretesem. Po drugie, nie można traktować na serio, pisma, nawet wysłanego oficjalnie, przez jakiegoś tam posła rosyjskiego – bądźmy poważni. Po trzecie, jak ta propozycja ma się z niedawnymi słowami rosyjskiego przedstawiciela w Radzie Europy, który zapowiedział, że Ukraina to dopiero początek, teraz trzeba będzie zrobić porządek z Estonią, a potem Finlandią i Polską, na drodze do odbudowy nowego Związku. To tylko rozgrywanie Polski i wredne granie na naszych sentymentach.

Nasz MSZ już odrzucił tę propozycję. To co mnie zszokowało, to dzisiejsze słowa doradcy prezydenta p. Nałęcza w TVP INFO po wieczornych „Wiadomościach”, w których powiedział, że „Polska, która tyle doznała w XX w., jest ostatnim państwem, które chciałoby wziąć udział w rozbiorze sąsiada”. Abstrahując już od tematu Ukrainy i jej rozbioru, to ja przepraszam, ale nie zgadzam się z takim myśleniem. Jest to bowiem myślenie na zasadzie, kopnięto cię, więc ty już nigdy nikogo nie kopnij. Gdy wybuchła wojna włosko-abisyńska w 1935, Polska jako jedna z pierwszych krajów w Europie uznała zabór Abisynii przez Mussoliniego. W Lidze Narodów padły wtedy słowa, że kto jak kto, ale Polska, która tyle lat była pod zaborami, nie powinna tak szybko przyklaskiwać nowym zaborom. Jednocześnie te same kraje, które tak ochoczo nas pouczały, same przyklepały poczynania Włochów. Przepraszam bardzo. To czyste real politik. Czy sprzeciw coś by nam dał? Wątpię. A poparcie? Z Włochami mieliśmy dobre stosunki, czego dowodem były wspólne niezrealizowane plany „wojny prewencyjnej” z Niemcami Hitlera. Po co więc mieliśmy je psuć?

Musimy się dopiero uczyć polityki i patrzeć na interes nasz, a nie wspólnoty. Wspólnota dziś jest, jutro może jej nie być. My nadal wolimy opierać się na założeniach, że sojusz taki czy inny na pewno nam pomoże. Jeśli pomoże, to dobrze, ale przede wszystkim musimy być w stanie sami zadbać o nasze bezpieczeństwo. Inaczej obudzimy się kiedyś jak Ukraina, która biernie przygląda się wydarzeniom na Krymie, gdyż obecnie może wystawić jedynie 6 tys. żołnierzy i każdy konflikt zbrojny, czy to z Rosją, czy Polską, skończyłby się szybko i smutno.