Link

Pomoc dla szkoły na Litwie

Pomoc dla szkoły na Litwie

Zachęcamy do udziału w tej pięknej akcji! 

Reklamy

Nowe państwo?

Trzy dni temu gruchnęła jak grom z jasnego nieba wieść, że były prezydent Lech Wałęsa w wywiadzie dla agencji ITAR-TASS, wypowiadał się dość mgliście na temat ewentulnego połączenia się Polski i Niemiec w jedno państwo. Choć jak udowodniono, Wałęsa miał powiedzieć

 

„Z państwa Polski, Niemiec i innych zrobić Państwo Europa. To jest powiększenie struktur geograficznych. A jeszcze wtedy, jak powiększamy struktury geograficzne, ekonomia musi być inna, demokracja musi być inna”

 

co nie jest już tak jednoznaczne. Sam pomysł jednak poszedł w świat i jest dość mocno komentowany w mediach. Abstrahując już od samych slów prezydenta, zastanówmy się nad tą wizją.

Czy połączenie Polski i Niemiec jest realne? Korzystne? Po pierwsze, wydaje mi się, że nie można utożsamiać i łączyć faktu ekonomicznego, ale także i kulturalnego zbliżenia między naszymi narodami, które niewatpliwie i z korzyścią dla nas ma miejsce, z tezą, że owe połączenie Polski i Niemiec „już ma miejsce”. Owe zbliżenie, kontrastuje z antypolskimi haslami powracająmy raz po raz przy okazji wyborów do Bundestagu, których autorami są działacze nacjonalistycznej partii NPD.

Sama unia z Niemcami faktycznie byłaby dla Polski korzystna. Niemniej jednak, nie mogę pozbyć się wrażenia, że nie byłaby to – bo nie mogła by być – unia na zasadach równorzędnych. Polskie „parcie na wschód” zawsze podyktowane było bardzo silną pozycją Niemiec na zachodzie, w stosunku do których, niejednokrotnie występowaliśmy z pozycji znacznie niższej, żeby nie powiedzieć „petenta”. Taki stan rzeczy, utrzymywał się już za czasów Piastów, którzy, podobnie jak inni władcy Europy Środkowej – Węgrzy, Czesi – byli lennikami cesarstwa. Stąd być może mamy pewien kompleks niższości jako naród w stosunku do zachodnich sąsiadów. Nie chodzi o samo poczucie wyższości Niemiec nad nami, w opinii co oczywista tych pierwszych, ale także i glównie, różnica w „typie społeczeństwa” – nasze umiłowanie wolności, ułańska fantazja, w zderzeniu z niemieckim pragmatyzmem i legalizmem.

Sytuacja taka nie pojawia się natomiast w przypadku państw leżących obecnie za naszą wschodnią granicą. Na wschodzie, nigdy nie wystepowaliśmy w roli petenta, lecz z pozycji siły. Stąd istnieje cień szansy, że dla byłych republik sowieckicj pełnić byśmy mogli rolę „Niemiec”. Choć sytuacja geopolityczna w przypadku Białorusi czy Ukrainy jest w tej chwili „zamrożona”, nie można z góry przesądzać o tym co wydarzy się w przyszłości. Moim zdaniem, jeśli z kimkolwiek Polska miałaby wchodzić w unie, sojusz czy inny tego typu akt, to właśnie z Białorusią czy, co mniej prawdopodobne – z Ukrainą. Białoruska opozycja, mimo prób zduszenia jej przez Łukaszenkę, coraz śmielej i głośniej odwołuje się do wspólnej historii i czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Białoruś bardzo chętnie nawiązuje do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego geograficznie była istotną częścią. Także pierwotna flaga – trzy poziome pasy – biało-czerwono-biały, mają wyraźne konotacje polskie. Pojawiały się też swego czasu, 2-3 lata temu, próby sondażu ze strony opozycji białoruskiej, które nie wykluczały sojuszu z Polską – o niesprecyzowanym bliżej charakterze.

Oczywiście sytuacja taka, jeśli wogóle możliwa, to raczej po odejściu Putina i Łukaszenki. Niemniej jednak, wracając do sprawy unii, bylaby dla Polski bardziej realna i korzystna niż proponowana przez prezydenta Wałęse z Niemcami. Nie jest to tylko mżonka w duchu idei jagiellońskiej, jak pewnie uznają czytelnicy. Unia Polski z Niemcami, byłaby unią „egzotyczną”, w rozumieniu Cata – Mackiewicza. W jego teorii sojuszy egzotycznych, jeśli upadek jednego państwa będącego w sojuszu, nie pociągnie za sobą upadku drugiego, to mamy do czynienia z sojuszem „egzotycznym”, który oczywiście jest potrzebny, ale nie może stać się podstawą polityki państwa polskiego. Klasycznym mackiewiczowskim przykladem sojuszu egzotycznego była umowa Polski z Anglią z 1939 r. Sojuszem realnym zaś jest sojusz dwóch państw, a upadek jednego państwa, pociągnie za sobą upadek drugiego. Przekładając teorie Mackiewicza, na przyklad unii Polsko-Niemieckiej, upadek Polski nie pociągnie za sobą upadku Niemiec, toteż, nigdy Niemcy nie będa za wszelką cenę dażyć do utrzymania tego stanu, w przypadku zmiany sytuacji politycznej. Z naszego więc punktu widzenia, pozycja Polski w takim ukladzie, byłaby z góry oslabiona. Ewentualny zaś sojusz/unia z Białorusią, czy z innymi krajami na wschodzie, byłby sojuszem „realnym”. Upadek Bialorusi, zwiastować by mógł znaczne pogorszenie się sytuacji Polski, a ewentualny upadek Polski, na pewno oznaczalby upadek dla Białorusi. Toteż taki sojusz, ma trwalsze fundamenty od „egzotycznego”. Jest on korzystny dla obu państw, które faktycznie się wzmacniają, ale też wzajemnie zabezpieczają. Pamiętać trzeba o tym, w przypadku jakichkolwiek umów czy sojuszy, co polecam wszystkim zwolennikom tworzenia nowego państwa w Europie.

 

Autsajder 1989

Patriotyzm, nacjonalizm czy zwykła tęsknota?

Pojawiające się tu i ówdzie filmy na youtubie,w których to Polska zbrojnie odbija Kresy i przywraca przedwojenną wschodnią granicę, zmuszają do głębszej refleksji. Sam pamiętam jak tego typu filmy dość nieśmiało zaczęły pojawiać się kilka lat temu, a tendencja ta zdaje się nadal utrzymywać. 

W filmach tych, utrzymanych w konwencji odpowiednio przerobionych slajdów z wiadomości, gazet, które informują o odzyskaniu naszych ziem wschodnich, a także próbują dać wyobrażenie, jak wyglądałaby nowa rzeczywistość – jak choćby słynna już mapa pogody do mapy z przedwojenną granicą. Zazwyczaj autorzy takich materiałów spotykać się muszą z agresją i atakiem oglądających, którzy bardzo chętnie szermują pojęciami „prawdziwy patriotyzm”, a autorów wyzywają od szaleńców, nacjonalistów, faszystów. Abstrachując od realności przedstawianych w tych filmach wizji przyszłości i odzyskania Kresów, trzeba sobie zadać podstawowe pytanie: skąd potrzeba i chęć robienia takich filmów?

Przede wszystkim trzeba to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że temat Kresów, mimo, że żyjemy w wolnej już Polsce – wolnej od sowieckiej propagandy i wersji historii, to jest to temat tabu. Tak proszę Państwa – tabu. Bo jak inaczej można nazwać sytuację, w której 20 lat po upadku komunizmu, dorobek polski na wschodzie został praktycznie wymazany ze świadomości społeczeństwa – zwłaszcza młodego. Jesteśmy zalewani informacyjną, mierną papką, w której nie ma miejsca na przypominanie historii. Temat kresowy został całkowicie pominięty i zapomniany. Początek lat 90-ch dawał jeszcze jakieś nadzieję (w tym na odzyskanie części naszych dawnych ziem wschodnich), toteż pojawiło się kilka dokumentalnych produkcji poświęconych Lwowowi, orlętom. Potem już było tylko gorzej. Dziś temat Kresów jeśli powraca, to jedynie, choć i tak baaardzo skrótowo, przy okazji święta wszystkich zmarłych czy Bożego Narodzenia. Niewytłumaczalnym dla mnie jest także fakt, całkowitego i celowego chyba pomijania tematu przy okazji najważniejszych uroczystości państwowych. Proszę zauważyć, że w trakcie odczytywania uroczystego apelu, czy to podczas święta niepodległości, 3 maja czy święta wojska polskiego, dzieje kresowe są pomijane albo spłacane do minimum. Nie przywołuje się do apelu bohaterskich obrońców Lwowa z 1920, mimo, że wydarzenia pod frontem miały swój niebagatelny udział w zwycięstwie pod Warszawą. Nie przywołuje się pamięci pomordowanych Polaków przez nacjonalistów ukraińskich spod znaku OUN-UPA, mimo, że hołd i pamięć oddaje się pomordowanym przez „hitlerowski i stalinowski totalitaryzm”. Wreszcie, przypomnieć trzeba, że to właśnie obrońca lwowski z 1920 r., spoczął pod kryptą Grobu Nieznanego Żołnierza.

To wszystko, zmusza nad do konstatacji, że państwo polskie dzieli poległych na lepszych i gorszych. Tych, którym ta pamięć się należy i tych, którzy zostali wyrzuceni na śmietnik historii. Obchodzona niedawno tragiczna 70-ta rocznica ludobójstwa na Wołyniu, ukazała niestety w calej okazałości stan państwa. Sejm polski nie zdobył się na nazwanie wydarzeń na Wołyniu „po imieniu”, zamaskowując tę bestialską zbrodnię eufemizmem „zbrodni o znamionach ludobójstwa”. W ocenie naszego MSZ, jednoznaczna, kategoryczna ocena tych wydarzeń jako ludobójstwa, utrudniłaby Ukrainie akces do UE – większych bzdur dawno nie słyszałem. Idąc dalej, Pan Prezydent RP – nie chciał uczestniczyć w uroczystościach z rodzinami kresowymi – próbował przebić się z tą informacją do mediów ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski. W rezultacie odbyły się dwie uroczystości – skromna, „oficjalna” prezydencka i w moim odczuciu, właściwa, w której uczestniczyły rodziny kresowe. Wreszcie, 70 rocznica zbrodni na Kresach, zmusiła nasze rodzime media do zainteresowania się tym tematem – vide program redaktora P.Kraśki. Jednakże, rozmowa ta, ledwie zaczęta, została szybko wyciszona. Znamienne są słowa przewodniczącego Ukraińców w Polsce, który zaczął apelować o nienadmuchiwanie sprawy rzezi, gdyż Ukraińcy, żyjący w Polsce, zaczynają się czuć zagrożeni. Również inscenizacja, przedstawiająca spalenie wsi wołyńskiej, została odebrana jako „nawoływanie do nienawiści do Ukraińców” i „podżeganie do rewanżu”.

Wyłania się więc smutny obraz, w którym tematyka kresów jest całkowicie ignorowana. Wracając więc do kwestii filmów, to trzeba sobie powiedzieć, że internet stał się teraz jedynym medium, gdzie takie tematy są i musza być poruszane. Młodzi ludzie, którzy o naszej historii, a więc także historii Kresów, dowiadują się z internetu i literatury, bo niestety nie ze szkoły i coraz żadziej z domu rodzinnego, przelewają swoją tęsknotę za utraconymi ziemiami. Choć są to wizje zgoła nierealne, to posądzanie ich o nacjonalizm, faszyzm itd.jest co najmniej śmieszne. Nie chodzi tu o zniszczenie naszych wschodnich sąsiadów, ich zdominowanie, rozbiór z Rosją. Jest to tylko romantyczne marzenie o odzyskaniu tego, co bezprawnie nam zabrano w 1945. To głos sprzeciwu wobec tej nieprawości, żal za utraconymi pamiątkami przeszłości. Kto raz był we Lwowie, Stanisławowie czy Grodnie, czuje się jak w polskim mieście. Te ziemie, mimo tylu lat przebywania poza macierzą, nadal tlą się polskością.

Przemilczanie tematyki Kresów, prowadzić będzie do radykalizacji postaw. Tylko sumienne, rzetelne i ciągłe przypominanie o naszej przeszłości, w duchu poszanowania innych kultur i narodowości, da odpowiednie rezultaty. Sytuacji geopolitycznej nie zmienimy, ale możemy zmienić mentalność. Niestety, jak pokazują przykłady kibiców piłkarskich, o których można wiele złego powiedzieć, którzy chyba jako jedyni, przebijają się do mediów z hasłami kresowymi, są natychmiast niszczeni. Choć forma przypominania o tej historii niezawsze jest odpowiednia – skandowanie „Polskie Wilno” podczas rozgrywek piłkarskich w tym mieści, z drugiej zaś strony bardzo piękne wywieszanie transparentów z przedwojennymi herbami Lwowa, Wilna, czy klubów piłkarskich – Pogoni Lwów, sprawiają, że ma się wrażenie, że kibice jako jedyna młoda grupa ludzi, otwarcie chce przywracać pewną pamięć, czy symbolikę. Bez opieki państwa, nie będzie jednak możliwe odpowiednie ukierunkowanie tego procesu.

Autsajder 1989

​Państwa bałtyckie zaniepokojone manewrami wojskowymi w pobliżu granic

Estonia, Litwa i Łotwa wyraziły w piątek zaniepokojenie rosyjsko-białoruskimi ćwiczeniami wojskowymi u swych granic, które, jak pisze AFP, zdaniem tej trójki członków NATO „mają ukryte antyzachodnie cele”.

„Rosja oficjalnie zakwalifikowała te manewry jako antyterrorystyczne, lecz liczba ich uczestników i rodzaj sprzętu wojskowego pokazują, że nie jest to to, co przewidywał program” – powiedział agencji AFP litewski minister obrony Juozas Olekas.

„Każdy kraj ma prawo organizowania manewrów wojskowych, lecz martwi nas brak przejrzystości przy tych” – dodał minister.

W ćwiczeniach tych uczestniczy ok. 13 tysięcy żołnierzy, setki środków polawalki, w tym czołgi, samoloty i pojazdy opancerzone – poinformował przedstawiciel białoruskiego resortu obrony.

„Kreml twierdzi, że celem manewrów jest szkolenie dowalkiz terroryzmem, lecz według naszych informacji ćwiczenia noszące kryptonim +Zapad+ (ros. Zachód) mają antyzachodnią treść” – powiedział AFP wiceszef estońskiego Sztabu Generalnego podpułkownik Eero Rebo.

Trzy państwa bałtyckie, które odzyskały niezawisłość w roku 1991 po upadku Związku Radzieckiego, a w roku 2004 weszły do UE i do NATO, wielokrotnie krytykowały rosyjskądziałalnośćmilitarną u swych granic.

„Jeśli spojrzeć na rejon Morza Bałtyckiego, równowaga militarna zmieniła się w ciągu ostatniej dekady w sposób drastyczny i nie na naszą korzyść” – powiedział AFP łotewski minister obrony Artis Pabriks. „Nic więc dziwnego, że jesteśmy zaniepokojeni ćwiczeniami na tak wielką skalę” – wyjaśnił.

NATO zaplanowało przeprowadzenie w listopadzie manewrów w Polsce i krajach bałtyckich. Źródła PAP w NATO twierdzą, że Sojuszowi zależy na tym, żeby ćwiczenia były transparentne dla krajów takich jak Rosja. Zaznaczają, że manewry Sojuszu nie są odpowiedzią na ćwiczenia, które prowadzą w pobliżu Polski i krajów nadbałtyckich Rosja i Białoruś (Zapad-2013). Ćwiczenia NATO w Polsce były planowane już od 2009 roku.

(PAP)

Rosja grozi. Oburzona UE potępia Moskwę

Europosłowie wraz z Komisją Europejską zgodnie krytykują Rosję za naciski i groźby wobec państw na Wschodzie. Chodzi o te kraje, którym zależy na bliższych relacjach z Unią Europejską – Ukrainę, Armenię, a także Gruzję i Mołdawię.

W Parlamencie Europejskim zorganizowano debatę. Jutro europosłowie przyjmą rezolucję w tej sprawie. „To nie do zaakceptowania”- tak komisarz do spraw rozszerzenia Sztefan Fuele skomentował naciski Moskwy pod adresem krajów Partnerstwa Wschodniego.  

„Niedopuszczalne jest wykorzystywanie surowców energetycznych, wprowadzanie sztucznych barier handlowych i procedur celnych, oferowanie gwarancjibezpieczeństwa”- mówił unijny komisarz..  Słowa krytyki posypały się na Moskwę także ze strony europosłów. „To atak na suwerenność tych państw”- mówiła europosłanka Kristiina Ojuland. 

Charles Tannock wzywał Unię do zdecydowanej reakcji. „Prezydent Putin wydaje się być zdeterminowany, by szantażować i przekupywać te kraje, bo traktuje je jako swoją strefę wpływów”- dodał.  W podobnym tonie utrzymana jest także rezolucja, którą jutro mają przyjąć europosłowie, krytykując Moskwę za naciski na kraje Partnerstwa Wschodniego, by nie zacieśniały onewspółpracyz Unią Europejską. 

A to wszystko 3 miesiące przed szczytem, na którym Ukraina ma podpisać umowę stowarzyszeniową, zbliżającą ją do Wspólnoty, a Gruzja i Mołdawia te umowy parafować. Także Armenia miała parafować umowę stowarzyszeniową, ale w ubiegłym tygodniu poinformowała, że wybiera bliższą współpracę z Rosją w ramach wspólnego obszaru celnego. 

Beata Płomecka,Bruksela

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/news-rosja-grozi-oburzona-ue-potepia-moskwe,nId,1025268?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Putin: Rosja i Ukraina kiedyś znów będą razem

„To dzięki Rosji Ukraina stała się wielkim państwem”

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin dziś oświadczył, że bez względu na to, dokąd pójdzie Ukraina, gdzieś kiedyś znów spotka się z Rosją. Zauważył też, że stowarzyszenie Ukrainy z Unia Europejską stworzy problemy tak dla Kijowa, jak i Moskwy.

– Bez względu na to, co się stanie; bez względu na to, dokąd pójdzie Ukraina, gdzieś kiedyś znów się spotkamy. Dlaczego? Dlatego że jesteśmy jednym narodem – oznajmił Putin w wywiadzie dla mediów rosyjskich i amerykańskich, poprzedzającym rozpoczynający się w czwartek w Petersburgu dwudniowy szczyt G20.

– Mamy wspólną, kijowską chrzcielnicę, wspólne korzenie historyczne, wspólne losy i wspólną wiarę. Mamy zbliżone kultury, języki, tradycje i mentalność – wyliczył.

Putin podkreślił, że to w czasie wspólnego życia z Rosją Ukraina stała się wielkim, europejskim państwem. – Otrzymała dodatkowe terytoria i ludność. Przy czym – zarówno kosztem Rosji, jak i niektórych obwodów na Zachodzie. Związek Radziecki dokonał wymian i nagrodził Ukrainę tymi terytoriami – wskazał.

Mówiąc o „ponownym połączeniu obu części Rusi” i „nagrodzeniu” Ukrainy przez ZSRR nowymi ziemiami na zachodzie, prezydent FR najwyraźniej miał na myśli rozbiór Polski dokonany we wrześniu 1939 roku przez Józefa Stalina i Adolfa Hitlera. Putin zauważył także, iż los sprawił, że Rosja i Ukraina są dzisiaj samodzielnymi państwami. – Trzeba nie tylko uwzględniać, ale także szanować to, że duża część narodu ukraińskiego ceni sobie niepodległość. Również jeśli chodzi o procesy integracyjne, powinniśmy z szacunkiem odnosić się do Ukrainy – powiedział.- Jeśli Ukraina uważa za celowe zawarcie umowy o wolnym handlu z Unią Europejską, to nic się na to nie poradzi – oświadczył prezydent Rosji.

Putin ostrzegł zarazem, że stworzy to „określone problemy” tak dla Kijowa, jak i Moskwy. Gospodarz Kremla sprecyzował, że po stowarzyszeniu z UE Ukraina „weźmie na siebie zobowiązania, związane z obniżaniem ceł i likwidowaniem barier celnych”. Putin zaznaczył, że Rosja także prowadzi rozmowy z Unią Europejską, w tym o strefie wolnego handlu. Przyznał przy tym, że negocjacje te są bardzo trudne.

– Od dawna dobrze znam naszych europejskich partnerów. To bardzo dobrzy chłopcy. Można z nimi i piwko sobie strzelić, i niemieckiego sznapsa albo francuskiego bądź włoskiego wina wypić. Jednak przy stole negocjacyjnym to bardzo twardzi ludzie, pragmatyczni. Uzyskanie od nich czegokolwiek jest trudnym zadaniem – powiedział.

Co może zyskać Ukraina?

– Zobaczymy, jakiego wyboru dokona kierownictwo ukraińskie. Do każdego odniesiemy się z szacunkiem i bezwarunkowo będziemy współpracować – zadeklarował prezydent FR. Poprzedniego dnia prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz z trybuny ukraińskiego parlamentu zaapelował do sił politycznych w swym kraju o połączenie wysiłków na rzecz podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i przyjęcia wszystkich niezbędnych do tego ustaw. Oczekuje się, że umowa o stowarzyszeniu Ukrainy z UE, przewidująca m.in. utworzenie strefy wolnego handlu, zostanie podpisana w listopadzie w Wilnie, na szczycie Partnerstwa Wschodniego.

W końcu sierpnia Putin ostrzegł, że Unia Celna, którą jego kraj tworzy z Białorusią oraz Kazachstanem i do której próbuje wciągnąć Ukrainę, może podjąć kroki protekcyjne wobec Kijowa, jeśli podpisze on z UE umowę o stowarzyszeniu. Natomiast we wtorek jego doradca ds. gospodarczych Siergiej Głazjew na 11-12 mld dolarów rocznie oszacował potencjalne korzyści, jakie Ukraina odniesie, jeśli zrezygnuje ze stowarzyszenia z Unią Europejską i przyłączy się do Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, w którą od 1 stycznia 2015 roku ma się przekształcić Unia Celna.

(PAP)

Syria? Co dalej?

Konflikt w Syrii trwa już dwa lata. Z początku „arabska wiosna” jak zachód nazwał wydarzenia na wschodzie, dawał nadzieję na zmiany i demokratyzację życia politycznego. Teraz należy sobie zadać pytanie, co będzie dalej. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ingerencja wojskowa nie rozwiąże tej sytuacji, czego dowiodły akcje w Iraku i Afganistanie. Jakkolwiek brutalnie to teraz zabrzmi, świat wykorzysta sprawę Syrii do własnej rozgrywki. Od dwóch lat, wszelkie rezolucje ONZ w tej materii, blokuje Rosja i Chiny. Chodzi o strefy wpływów – w syryjskim porcie Tartus marynarka wojenna Rosji ma swą jedyną w tej chwili bazę poza obszarem dawnego ZSRR. Stąd ostatni komentarz doradcy wojskowego – o konieczności „zajęcia Litwy, Łotwy i Estonii” – w razie ataku anglo-amerykańskiego na Syrię. Można i trzeba sobie zadać pytanie, jakie „targi” będą się toczyły wokół Syrii. Nie tak dawno temu, źródła amerykańskie zaczęły donosić, że w zamian za zgodę interwencji w Syrii i regionie, zachód (USA? ) – odpuści sobie Ukrainę. Nie wchodząc w dywagacje, na ile te rewelacje są wiarygodne, to faktem jest, że w miarę eskalacji napięcia na wschodzie, Rosja dokręca śrubę Ukrainie – stawiając ją de facto przed ultimatum – Moskwa albo Bruksela. Oby nie zakończyło się to tak, że największa cenę za konflikt w Syrii, nie licząc oczywista syryjskich ofiar, zapłaci Ukraina…